Realizacja · Warszawa
W dawnym Warszawskim Instytucie Weterynaryjnym przy ul. Grochowskiej 272 — dziś siedzibie orkiestry Sinfonia Varsovia — odtworzyłem zabytkową posadzkę terrazzo klatki bocznej: jasne pole ujęte w bordowo-grafitową bordiurę. To nie było zwykłe odnowienie podłogi, lecz odtworzenie kompozycji na podstawie prawdziwych kolorów oryginału, z zachowaniem śladu dawnego podziału wnętrza — wszystko na elektrycznym ogrzewaniu podłogowym i pod nadzorem konserwatorskim.
Miejsce
Przy ul. Grochowskiej 272, na pograniczu Grochowa i Kamionka, stoi zespół budynków dawnego Warszawskiego Instytutu Weterynaryjnego — wzniesiony w latach 1898–1900 według projektu rosyjskiego architekta Władimira Nikołajewicza Pokrowskiego, w duchu historyzującego neorenesansu. Była to pierwsza wyższa uczelnia na prawobrzeżnej Warszawie: carska placówka kształcąca weterynarzy, której lokalizację podyktowało sąsiedztwo wielkiego targowiska koni i bydła — źródła materiału badawczego dla studentów.
Po 1918 roku Instytut wszedł w struktury polskie: jako studium przy Uniwersytecie Warszawskim, następnie Wydział Weterynaryjny UW, a od 1952 roku — Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, która gospodarowała tu do 2005 roku. W 2008 najstarsze zabudowania wpisano do rejestru zabytków, a od 2010 kompleks jest siedzibą orkiestry Sinfonia Varsovia. To w tej warstwie historii mieści się posadzka, o której mowa — lastryko klatki bocznej, przetrwałe pod kolejnymi remontami i patyną czasu.
Punkt wyjścia — posadzka pod "patyną czasu"
Kompozycja klatki bocznej to jaśniejsze pole środkowe ujęte w dwubarwną bordiurę: wewnętrzny pas bordowej czerwieni i zewnętrzne obramienie w tonie grafitowym. W stanie zastanym barwy były przytłumione, przykryte nawarstwieniami tak dokładnie, że trudno było odczytać pierwotny zamysł.
Posadzka nie była też jednolita. Przez jej środek biegł ślad dawnego podziału — pozostałość po ściance z drzwiami, która niegdyś oddzielała dwie strefy klatki. Ten podział nie był przypadkowy. Architekci zdecydowali o rezygnacji ze ścianki, otwierając przestrzeń klatki schodowej, a konserwatorzy zaakceptowali zmianę, co postawiło pytanie: co zrobić z pustką, jaka po niej zostanie w rysunku podłogi.
Świadek granicy ciepła i chłodu
Dawna ścianka z drzwiami nie była elementem przypadkowym. Oddzielała część „zimną" klatki — biegi schodowe i podesty — od ogrzewanej części „ciepłej" za drzwiami. Podział posadzki odzwierciedlał więc realny podział wnętrza: nie dekorację, lecz sposób, w jaki budynek był użytkowany i ogrzewany. Podobny podział na strefę ciepłą i zimną spotkałem wcześniej w klatce dawnego szpitala fabrycznego w Żyrardowie — to rozwiązanie charakterystyczne dla budynków przełomu XIX i XX wieku.
Gdy konserwatorzy poinformowali o rezygnacji ze ścianki, zaproponowałem, by nie zacierać tej granicy, lecz zachować ją w rysunku posadzki — jako wąskie, osobne pole, świadek. Bez niego trudno byłoby zbudować logiczny, czytelny podział podłogi; z nim dawna logika wnętrza pozostaje zapisana, choć sama ścianka fizycznie zniknęła. Był to mój pomysł, przyjęty następnie przez nadzór konserwatorski — konserwator budowy mgr Izabelę Huk-Malinowską oraz konserwator z ramienia inwestora Wandę Zawistowską.
Od zapytania do wyboru wykonawcy
Pierwsze zapytanie o możliwość wykonania posadzki padło około połowy lipca 2025 roku. Pracę zacząłem nie od narzędzi, lecz od pytania: jakie te kolory są naprawdę. Jeszcze w tym samym miesiącu pobrałem fragment oryginalnej posadzki, oczyściłem go i wypolerowałem, by spod patyny wydobyć żywą kolorystykę. Odsłonięty fragment stał się wzorcem — punktem odniesienia do doboru kruszywa i barw nowej mieszanki. Równolegle konserwatorzy dysponowali fragmentem oryginału zabezpieczonym woskiem, pokazującym docelowy, „mokry" wygląd lica.
W sierpniu, po spotkaniu z dyrektorem budowy i konserwator budowy — mgr Izabelą Huk-Malinowską — przystąpiłem do wykonania mockupu: próbnej płyty zestawiającej trzy pola posadzki, jasne pole główne oraz obie bordiury. Mockup był gotowy 8 września 2025 roku. Dziewięć dni później, 17 września, komisja inwestorska wybrała firmę Paweł Pakuła Renowacja Lastryko jako wykonawcę posadzek.
Już na tym etapie znany był istotny warunek techniczny: posadzka miała powstać na elektrycznym ogrzewaniu podłogowym. Maty grzewcze zainstalowali wcześniej pracownicy generalnego wykonawcy; moim zadaniem było wykonanie posadzki na tak przygotowanym układzie.
Przygotowania i badania
Między wyborem wykonawcy a wejściem na posadzki upłynęło kilka miesięcy rzeczywistych ustaleń technicznych i przygotowań. 11 marca 2026 roku przeprowadziłem badania pull-off — próbę przyczepności przez odrywanie — które potwierdziły, że podłoże pozwala na wykonanie posadzki. Do końca marca 2026 gotowe były podkłady posadzkowe pod okładziny terrazzo.
Wykonanie — od podbudowy do kompozycji
Właściwa realizacja przebiegała warstwami. Na przygotowanej podbudowie rozłożyłem zbrojenie — stalową siatkę — oraz taśmy dylatacyjne przy ścianach, kontrolujące pracę i skurcz posadzki. Następnie z drewnianych listew zbudowałem szalunki wyznaczające krawędzie poszczególnych pól; strefy koloru oznaczałem kodami, by nie pomylić recept przy wylewaniu.
Kolorystyka trzech pól opiera się na dwóch różnych sposobach budowania barwy — i to jeden z ciekawszych wątków warsztatowych tej realizacji. Pole środkowe wykonałem na spoiwie z białego cementu z mączką i piaskiem dolomitowym; stąd jego ciepły, złotawo-żółtawy ton. Bordiurę czerwoną oparłem na szarym cemencie barwionym czerwienią ceglaną — tu kolor daje pigment spoiwa. Bordiura grafitowa działa inaczej: spoiwo pozostaje jasne (szary cement podbarwiony ochrą), a grafitowy charakter tworzy samo kruszywo — gęste, ciemnobrązowe i czarne okruchy. Czerwień pochodzi więc z pigmentu, a grafit z kamienia. To rozróżnienie widać wyraźnie na przekroju styku pól.
Po wylaniu tła i zasypaniu go kruszywem, zatarciu i wykonaniu bordiur posadzka była gotowa do obróbki lica. Szlifowanie odsłania to, co ukryte w masie: gęstość i rozkład kruszywa, ostrość granic między polami. Styk trzech różnych mieszanek — bieli, bordu i grafitu — w jednej wylewce to trudny moment warsztatowy; o jakości decyduje właśnie czystość tej krawędzi. Przyjęte wykończenie to półpoler z woskowaniem. Posadzki są wykonane, natomiast aplikację wosku celowo wstrzymano do zakończenia brudnych prac budowlano-montażowych — wosk jest ostatnim krokiem, nakładanym wtedy, gdy nie grozi już zabrudzenie ani uszkodzenie świeżego lica.
Efekt
Odtworzona posadzka klatki bocznej — o powierzchni około 60 m² — odzyskała pełną, trójbarwną kompozycję: jasne pola w bordowo-grafitowej bordiurze, z wąskim polem-świadkiem w miejscu dawnej granicy stref. To nie kopia, lecz przywrócenie: rekonstrukcja oparta na prawdziwych kolorach oryginału, z zachowaniem pamięci o dawnym układzie wnętrza.
Dwie posadzki, jedna epoka
Lastryko dawnego Instytutu Weterynaryjnego nie stoi w tym osamotnione. Ta sama zasada kompozycyjna — trójbarwna triada jasnego pola ujętego w dwubarwną bordiurę — wraca w klatce dawnego szpitala fabrycznego w Żyrardowie, choć konkretne barwy są tam inne. Oba obiekty powstały w okresie zaboru rosyjskiego i oba funkcjonowały w orbicie państwa zaborczego: Instytut jako carska uczelnia, Żyrardów jako wielka fabryka tkanin pracująca na rzecz wojsk carskich.
Różne funkcje, różne miasta — a jednak ten sam język posadzki: triada kolorystyczna, logika jasnego pola i barwnej bordiury, czytelny podział klatki na strefę ciepłą i zimną. To nie przypadek, lecz świadectwo epoki, w której lastryko było naturalnym tworzywem reprezentacyjnych wnętrz publicznych i przemysłowych — trwałym, szlachetnym i czytelnym.