Lastryko na zabytkowej klatce schodowej Lwowska 13 - case study.
Jak nie zatracić spójności wizualnej przy adaptacji poddasza?
Uzyskanie oryginalnego charakteru zabytkowej klatki schodowej prowadzącej na nieużywane do tej pory poddasze jest skomplikowane.
Kiedy właściciele secesyjnych kamienic decydują się na przekształcenie strychu w mieszkania, stają przed nie lada wyzwaniem.
Jak sprawić, żeby nowe betonowe schody nie wyglądały jak obcy element w pięknym, historycznym wnętrzu?
To pytanie, które zadaje sobie każdy, kto chce uszanować dziedzictwo architektoniczne swojego budynku.
Problem jest oczywisty już na pierwszy rzut oka.
Piękne, oryginalne schody z lastriko, eleganckie płytki kamionkowe na spocznikach, kunsztownie wykute balustrady i ciepłe w dotyku drewniane poręcze tworzą spójną całość.
A potem, na górze, czeka nas szara betonowa rzeczywistość – surowe schody i spoczniki, które wyglądają jakby pochodziły z zupełnie innego świata.
Rozwiązanie wymaga cierpliwości i przemyślanego podejścia, począwszy od wyboru wykonawcy, po akceptację technologii heritage-building'u (oryginalnych technik wykonawczych).
Te betonowe schody można "ubrać" w lastrykową okładzinę, która będzie pasować do tego, co już mamy.
To nie tylko kwestia estetyki – chodzi o szacunek dla miejsca, w którym mieszkamy.
Spoczniki to kolejna sprawa.
Trzeba znaleźć płytki, które będą zgodne z tymi oryginalnymi – podobny wzór, zbliżona kolorystyka.
Warto przeszukać portale ogłoszeniowe o materiałach budowlanych w zakładce starocie lub zamówić reprodukcje u rzemieślników znających się na kaflach cementowych, kamionkowych, ceramicznych.
Nowa balustrada nie musi być dokładną kopią starej, ale powinna mówić tym samym językiem.
Te same proporcje, podobne motywy, ta sama elegancja.
Drewniane poręcze gięte to standard kamienic zabytkowych.
Najlepiej wykona je stolarz, który potrafi profilować poręcz, by dopasować jej wykończenie do istniejących już elementów.

Malowanie ścian to już deser, to moment, w którym wszystko się składa w całość.
Tradycyjne tynki wapienne, dobrej jakości farby w kolorach, które już są w budynku, pomogą stworzyć wrażenie, że tak było zawsze.
Gdy wszystko się uda zakończyć, mieszkańcy i goście nie zauważają, gdzie kończy się oryginał, a zaczyna nowa część. Klatka schodowa opowiada jedną, spójną historię – od parteru aż po dach.
To właśnie o to chodzi w dobrej renowacji: nie o to, żeby wszystko było nowe, ale żeby wszystko było na swoim miejscu i tworzyło harmonijną całość.
Dokładna analiza przypadku.
Pierwszy kontakt klienta z firmą Paweł Pakuła Renowacja lastryko miał miejsce 9 października 2024 roku.
Właściciel kamienicy szukał estetycznego, nawiązującego do reszty wnętrza klatki schodowej rozwiązania dla dwóch biegów schodów.
Jednego wąskiego (szerokość około 115cm) o 15 schodach i drugiego szerokiego (170cm) o sześciu stopniach.
Spocznik między biegami był wąski, z mocno ściętymi zaokrąglonymi kątami. W zasadzie powielał spoczniki niższych kondygnacji był jednak od nich o 2/3 głębokości mniejszy.
Właściciel zaproponował wykonanie okładziny lastrykowej także na tym spoczniku. Odwiedliśmy go jednak od tego pomysłu, dowiedziawszy się, że ma płytki kamionkowe "Dziewulski i Lange" z kuchni w innej części kamienicy.
Zaproponowaliśmy użyć ich na spoczniku, żeby pasował do niższych pięter, zamiast wykładać go lastrykiem.
Najwyższa kondygnacja klatki również miała zostać wyłożona kaflami kamionkowymi, które stykałyby się z około 30-centymetrową bordiurą lastrykową na krawędzi kończącej posadzkę.
Kosztorysowanie projektu trwało 10 dni, negocjacje cenowe i budowa kontraktu około tygodnia.
W połowie listopada weszliśmy na budowę i rozpoczęliśmy prace przygotowawcze do wykonania zlecenia.

Realizacja schodów lastrykowych.
Schody, które prowadziły na strych były wylane w sposób niedbały pod względem wymiarów.
Nie trzymały one, ani głębokości, ani wysokości. Należało je rozmierzyć na nowo.
W tym samym czasie, gdy prostowaliśmy i równaliśmy biegi, rozpoczęliśmy kruszenie kamienia na mieszankę lastrykową.
W większości składów z kamieniami, na pytanie o kamień do lastryko, pada odpowiedź: Biała Marianna. Niestety, kolorystyka marianny bliższa jest bieli kararyjskiej niż bieli ivory.
W 1911 roku do wykonania okładzin użyto kruszywa wapiennego, w kolorystyce kości słoniowej, o wielkości frakcji 1-3 mm, rozbitego na tzw "kliniec", grys o ostrych, trójkątnych krawędziach.
Dlatego do budowy naszego lastryka postanowiliśmy użyć dolomitów i wapieni o jak najjaśniejszym odcieniu.
Pod koniec miesiąca mieliśmy zaakceptowaną próbkę kolorystyczną i przystąpiliśmy do wykładania lastryka na podstopniach schodów.
Następnie wykonaliśmy szalunki na trepy schodowe z noskiem i małym gzymsem.
Mocowaliśmy i wylewaliśmy je w trzech etapach, tak, by nie narażać się na kontuzje, a pracę na zniszczenie.
Z początkiem drugiego tygodnia grudnia rozpoczęliśmy szlifowanie zgrubne i kształtowanie zaokrągleń noska schodowego na biegu, który był wylany w pierwszym etapie.
Oczywiście schody, choć szlifowane, nadal były pielęgnowane poprzez nawilżanie ich powierzchni wodą.
Po tygodniu intensywnych prac szlifierskich schody były przygotowane do odbioru i fakturowania, a ekipa gipsiarzy i malarzy przystąpiła do wykańczania ścian.
Zleceniodawca usatysfakcjonowany efektem prac przy nowych schodach zaproponował odnowienie wszystkich posadzkowych okładzin na klatce schodowej.

Szlifowanie kafli kamionkowych
Kamionkowe płytki z wytwórni "Dziewulski i Lange" położone na półpiętrach i piętrach kamienicy były w naprawdę dobrym stanie technicznym (jak na ponad sto lat używania).
Wprawdzie występowały fragmenty z pęknięciami i śladami zużycia, jednak całościowy stan podłóg w częściach wspólnych budynku można uznać za satysfakcjonujący.
Wystarczyło szczotkami do szlifowania rustykalnego usunąć odłożony przez lata brud i ślady prowadzenia prac remontowych np. tynkowania, by uzyskać świeży, czysty wygląd.
Trochę więcej pracy wymagały posadzki, które były pokryte kaflami odzyskanymi, czyli najwyższe piętro klatki i spocznik miedzy nowo wylanymi biegami.
Odzyskane kafle był też rozłożone w korytarzu jednego z lokali mieszkalnych.
Pochodzące z rozbiórki płytki były w różnym stanie - jedne jak nowe, inne pokryte resztkami jakiegoś kleju.
Zabrudzenia te dało się usunąć tylko szlifowaniem miedzianymi padami, co mocno rysowało powierzchnię kafla.
Na szczęście usuwanie rys szlifierskich było już dużo łatwiejsze niż zdzieranie tego klejącego brudu.

Do pracy używaliśmy dwóch ciężkich maszyn do szlifowania posadzek, jedna planetarna (Klindex), a druga jednotarczowa (Shwamborn702).
Klindex szlifował jako pierwszy, szlifując padami miedzianymi i szczotkami w gradacji od 16 do 120. Shwamborn szlifował 17-calowymi padami diamentowymi.
Obydwie maszyny pracowały na mokro.
Oczyszczone posadzki zostały zabezpieczone impregnatem rozpuszczalnikowym.
Udana renowacja stuletnich schodów z lastryka, a nowa balustrada i poręcz to kropka nad i
Stuletnie schody z lastryko były w kilku miejscach mocno zniszczone. Na jednym z pięter były widoczne ślady po prawdopodobnym rąbaniu drwa na opał na trepach schodowych.
W innych miejscach zostały obłupane noski schodowe.
Ale najgorszych zniszczeń dokonał elektryk, który do wywiercenia otworów na 5-cm długości kołki użył półmetrowego wiertła i przebił się przez całą grubość schodów.
A jeszcze gorsze było to, że odspojone fragmenty "zniknął", żeby nie rzucały się w oczy i żeby nikt nie miał do niego pretensji.
Mimo wszystko renowację się udało przeprowadzić szybko i sprawnie, a odświeżone schody prezentowały się pięknie.
Gdy my szlifowaliśmy stopnie i podstopnie, kowal zamocował wykutą na wzór oryginału stalową balustradę, a dwa dni później stolarz obłożył ją drewnianą poręczą.
Od tego momentu główna klatka schodowa prezentuje się idealnie.







